RSS
piątek, 18 października 2013

Taa... rodzina własna, a przede wszystkim sK, a właściwie tylko ona, krzywi moją psychę, szarpie nerwy. U nas jak na wojnie. Na tym poligonie uczę się asertywności. Otwieram zawleczkę i rzucaaaam! I pizg! W ten bezmyślny łeb. Niech boli.

 

Czy ja leczę w ten sposób swoje kompleksy? Czy ja się dowartościowuję? Ot, pytanie! TAK! Przykro mi, ale tak. Jestem sfrustrowana. Nie lubię tego poczucia. Nie jestem sponsorem, nie chcę wozić na plecach pasożyta. Zrzuciłam go! Bleee :-(

Napraw krzywego. Kto ma to zrobic? Tylko ja sama. Spadam na 4 łapy. Jak moje koty. 

Mama była z wizytą. Oglądała TB. Bardzo jej się podoba wnuczek. Ba, komu by się nie podobał ?! :-))) Miło było.

czwartek, 17 października 2013

Czy to ładnie obmyślać zemstę? Zemsta a nauczka to chyba różne sprawy? Czy się mylę? Nie wiem tylko, czy owa nauczka będzie nauką, bo jeśli sK nie wyciąga wniosków z niczego, to jak jej utrzeć nosa, tak aby było przykro i aby cokolwiek pojęła, aby zrozumiała co czuje ten, którego zrobiła potężnie w ch***. Efekt może być taki, iż się wkurzy a cała para pójdzie w gwizdek. I gadaj tu z głupkiem.

Pobawić się tą samą bronią czy olać, odwrócić się na pięcie i pójść swoją drogą? Nie wiem. Tym razem naprawdę nie wiem. Kto inny na moim miejcu już by dawno kopnął sK w dupę i kazał nie wracać nigdy więcej. Chciałabym dać nauczkę, ale w taki sposob aby poskutkowało, aby to było konstruktywne.

Mam jej dosyć. Nie wiem, moze rzucę monetą. Może poradzę się jeszcze kogoś mądrzejszego. I don't know yet.

TB jest od kilku dni i jest pocieszny. To drugi dzień, albo trzeci. Kochany, bardzo, bardzo :-)

Weny do roboty nie mam a powinnam mieć. Złość mnie bierze na samą siebie.

wtorek, 15 października 2013

Przyszedł wczoraj łącznik z krainy deszczowców. Usiadł przede mną i opowiedział prawidłowy bieg zdarzeń. Mówi, że nie może spokojnie przyglądać się jak sK robi sobie jaja. Owe jaja to w sumie akt rozpaczy, chęć zwrócenia uwagi. Jednak coś umknęło jej uważe. "Z gówna bata nie ukręcisz." Tak mawiała moja babcia, a może prababcia, albo one obie :)

Wtykanie komuś (na kim podobno jej zależy) takich chorych historii nie może skończyć się dobrze. Gra na emocjach, szantaże emocjonalne i inne takie przyjemności. Miło? Nie!

Nie wiem czy:

a) tolerować?

b) skończyć zabawę?

c) pograć tak samo (w myśl ludowego porzekadła "kto od miecza wojuje... bla bla bla" sK z pewnością tej reguły nie zna.

Nie mam weny do pracy. Wszytsko przez tą małą k***ę. 10:40 - pierdyknęłam sobie kielicha z naleweczki od gA. E tam. No i co, że dzień ledwo wstał? Ja się kładę, przytłoczona jestem.

Brak szacunku mnie dobił. Nie masz co powiedzieć, to milcz głupcze zamiast wymyślać farmazony, które nie miały miejsca, nie mają i pewnie mieć nie będą w przyszłości. Kłamstwo czasem ratuje sytuację. Zgadzam się. Jest drogą ucieczki, jest metodą chwilowego posiłkowania się dla zmylenia przeciwnika. O, fajnie. Ale nie tu i nie teraz. I nie z tą osobą. sK za dużo postawiła na szali, poszła va bank i ... przegrała. I kij jej w oko. Albo dwa kije.

środa, 09 października 2013

sK już myśli o cmentarnym święcie. Jeszcze 20 dni zostało. No ale kiedy nie ma się nic do roboty, to ... tak już jest :-) sB może uda się przetransportować by trochę poczuła jak to jest w rodzinie. Przyda jej się.

W firmie oczywiście zamieszanie. Mieszamy, mieszamy. Przyszły dwie przesyłki. Takie tam części no i tak zwany produkt towarzyszący. Dobra cena, super sprawa!

wtorek, 08 października 2013

To ja jestem ta trzynasta, pechowa. Z piątku trzynastego. To jakiś przypadek? Mamo? :-)

Temat od czapy. I know.

 

Dzień jak codzień. Cisza, dziewczyny siedzą cicho, sprzedaż dzisiaj właściwie żadna. Trzeba jednak przyznać, iż przygotowania trwają. Powinno się zrobić poważniej. były zakupy, części, o których gadało się kilka tygodni. Nareszcie kupione. Paczki idą. idą. idą.

Zapchałam się bułką z masłem czosnkowym. Ble.

poniedziałek, 07 października 2013

Oby.

Czytam o różnicach pomiędzy agresją i złością. To pierwsze to zachowanie, nad którym można zapanować, natomiast drugie to uczucie - niekoniecznie do powstrzymania, ale jak najbardziej do kontrolowania.

Dużo we mnie złości. Duzo we mnie agresji ostatnio. Za dużo niedomówień, za mało spokoju. Za dużo ryzyka. Za mało uczuć i uczciwości. Dzieląc życie na kilka - nie mam domu. Nigdzie.

Dosyć sympatyczne smsy z sI. jakoś poprawiają mi humor. Niby to nic, ale jednak pozwalają myśleć optymistycznie. Sytuacja beznadziejna staje się jakąś dziwną trampoliną. Myślę, że będzie już tylko lepiej. Również dzięki Niej. Czasem myślę o sI. Nie zawsze bywa szczera, ale mi także daleko do tego. Pomaga mi to. To nie jest patowa sytuacja. Na pewno nie.

sK. wpienia mnie na maxa. Niczego nie rozumie, bierze się za rzeczy niepotrzebne i jednocześnie przygląda się bezmyślnie, a to co potrzebne wymyka się z rąk. Bezpowrotnie. Być moze ja też taka jestem. Jej nieświadomość pewnie jest bezpieczna, może jej z tym dobrze, a może nie.

Weekend minął nijak.

piątek, 04 października 2013

1) Mała wróciła ze szkoły z gorączką. Super.

2) Widziałam dziś sB. wyglądała fatalnie. Byłam w ośrodku może godzinę. Była w dobrej formie, wesoła, ale wyglądała tak, jakby zżerała ją jakaś choroba. Wspominała o mT., bardzo, bardzo negatywnie. O sI także źle mówiła. Migawki z dzieciństwa.Szok.

3) sK z kolei wyszła ze szpitala. Z tą ciągle jest coś nie tak. Jak nie wrodzony pierdolec to zdrowie. Taki jej urok. Śnią jej się paskudztwa, ale to tajemnica. Skąd ja to znam?

4) Sama zaczęłam kaszleć z tego wszystkiego, a moja wspólniczka kicha.

 

Sprawy inne ...

Postanowiłam dodawać po kilka sztuk dziennie do panelu. Może uda mi się w kilkanaście dni powrzucać po pięć sztuk. Status będę miała lepszy. Zobaczymy.

 

czwartek, 03 października 2013

Mój poranek. Mój, mój, mój. Dlaczego? A no dlatego, ponieważ mogę go spędzić jak chcę. Mogę się wyspać i popracować później, mogę wstać przed wschodem słońca, popracować by wcześniej skończyć dzień pracy. Super. To mi się podoba, zaczynam to doceniać. Do tego potrzeba samodyscypliny, motywacji, chęci i tak dalej.

Faktycznie. Wstałam przed wschodem słońca. Na popołudniowe spotkanie firmowe będę już obrobiona ze wszystkiego, dlatego skoncentruję się tylko na tym co ważne, a nie na tym czego nie udało mi się jeszcze zrobić.

I. nazwała mnie swoim kotkiem małym. Miłe :-) I to jest ważniejsze od tego, te to jest jakaś tam pseudo rocznica czegoś. E tam. Nie będziemy do tego nawiązywać. Powiedzmy, że jest to marsz milczenia na siedząco.

 
1 , 2